Strona główna

O równouprawnieniu...

Walka o równouprawnienie to przede wszystkim walka z mitami, stereotypami, uprzedzeniami. Wielu oponentów, zauważając walkę o prawa kobiet, chce ja zdyskredytować i osłabić wprowadzając do słownika społecznego niesłuszne oskarżenia. Często powtarza się, że kobiety, walcząc o równouprawnienie, chcą wyprzeć mężczyzn aby zająć ich miejsce. Czasami przytacza się przykład z filmu „Seksmisja”, że dążą do dominacji i całkowitej eliminacji mężczyzn.

Nie jest prawdą, że kobiety chcą wykarczować mężczyzn ze swego życia, ale chcą - aby ci ostatni - spostrzegali w nich partnerkę, współpracownicę, sojuszniczkę czy przyjaciela, który ma tyle samo praw i obowiązków co mężczyzna. Czy takie – bardzo proste i sensowne ujęcie tematu – w jakikolwiek sposób zagraża mężczyznom? Czego boją się tradycjonaliści, prawicowi oszołomowi, którzy na każdym kroku krzyczą, że trwałość polskiej rodziny jest zagrożona, a dalsze ustępstwa mogą nieodwracalnie doprowadzić do całkowitej zagłady rodziny, Polski czy nawet naszej cywilizacji. Czyżby tradycja opierała się nie na równym podziale praw i obowiązków ale na wykorzystywaniu kobiet przez wszechwładnych mężczyzn? Czyżby zrównanie praw i obowiązków kobiet i mężczyzn było sprzeczne z religią, polityką, prawem i każdą dziedziną ludzkiej działalności? Co kryje się w słowie „równouprawnienie”, że tak bardzo staje ono kością niezgody w gardłach wielu polityków i politycznych ugrupowań, a nawet jest częścią społecznej niechęci do wszelkich ruchów feministycznych? Tradycja oparta na kościele ma kobiecie wiele do zarzucenia, nie zawsze są to zarzuty zgodne z prawdą historyczną. W chrześcijańskiej „Biblii” kobiety spełniały raczej rolę podrzędną. Były postaciami drugoplanowymi, ale…już Ewa w ogrodzie Edenu kusi Adama i nakłania do grzechu. Stąd wniosek – przynajmniej dla niektórych – że Ewa grzesząc i namawiając do grzechu mężczyznę nie zasługuje, aby mieć tyle samo praw co mężczyzna. Pomijając historyczny rys tego przedstawienia – kobieta w dawnych czasach była dodatkiem do pełnego mądrości i zupełności mężczyzny – nie sposób spojrzeć na rolę Adama jako kogoś bezwolnego, uległego, „miałkiego”, który ulega podszeptom żony i schodzi na „złą” drogę.  Jeśli to mężczyzna jest obdarzony pełnia praw a kobieta może mu co najwyżej służyć i wspierać to trudno wyobrazić aby Adam w tym konkretnym przypadku stał się bezwolnym narzędziem w rękach słabej kobiety. Rzekomo to zdarzenie miało doprowadzić do tego, że kobiety nigdy nie będą kapłanami, a uczestnicząc w niektórych religiach – nie mają wstępu do głównych ołtarzy zarezerwowanych „Nur für die Männer”. Takich zdarzeń jest wiele, nie podlegają one społecznej ocenie, są przyjmowane jako pewniki i nie ma nad nimi dyskusji.  Ot choćby prostytucja. To jeden z najstarszych zawodów. Istniała prostytucja świątynna i karczmarna, przydrożna, uliczna, hotelowa. Uprawiana była przez kobiety, raczej mało w historii prostytucji męskiej chyba, że jest homoseksualna. Wiadomo, podaż  jest kształtowana  przez popyt. A jednak w czasach „polowania na czarownice” to kobiety oskarżano o współżycie z duchami nieczystymi, o wielką „chuć’ i nie panowanie nad swoim seksualizmem. Kto więc nie może zapanować nad swoim popędem i czemu to jednak mężczyźni? Różnie próbowano ujarzmić prostytucję – przez jej legalizację czyli spisanie wszystkich nałożnic, przymusowe badania, najlepiej kasy fiskalne, albo przez delegalizację – czyli ściganie znów kobiet poprzez kary, więzienia, chłosty, banicję. W jednym i drugim przypadku piętnowano kobiety, które były tylko odzewem na zapotrzebowanie mężczyzn. Nadmierna, wybujała „chuć” męska nie podlegała społecznej ani prawnej kastracji. A czy dziś zmieniło się wiele w tym zakresie? Już co prawda nie pali się ognisk z czarownicami ale…politycy wciąż dyskutują na temat legalizacji bądź delegalizacji prostytucji nie myśląc o karaniu tych, którzy wykazują się nadmiernym popędem. Mężczyzna zmieniający kobiety jak rękawiczki zasługuje na miano „takiego, który ma powodzenie”, a kobieta, która – podobnie jak on zmienia partnerów - to…tutaj następują słowa często niecenzuralne, ale żadne z nich nie oznacza bynajmniej „tej, która ma powodzenie”. I tutaj docieramy do słowa „równouprawnienie”. Jeśli słowo to oznacza, że mężczyzna może to powinno – i kobieta może. Zakres praw i obowiązków powinien i musi być jednakowy jeśli chcemy mówić o równości. I nie chodzi tutaj o to aby kobiety „przesiadły się na traktory” czy „pracowały w kopalni”, ale o to, aby mogły na tych traktorach i w kopalni pracować, a ich rola w naszym społecznym odczuciu była bliźniacza z męską.